PRZY KAWIE: Kobieta karmiąca

PRZY KAWIE: Kobieta karmiąca

 

Nie wiem jak to się stało – zostałam kobietą karmiącą.  A nic, ale kompletnie nic na to nie wskazywało. 
Trzeba jednak spojrzeć prawdzie w oczy -tak, nazywam się Marta (Cześć Maaaartaaaaa) i uwielbiam karmić ludzi, planować menu, dobierać składniki, przygotowywać, dekorować, podawać i patrzeć jak to wszystko pochłaniają.
Nie od razu tak było. Generalnie jedzenie wcześniej było traktowane przeze mnie jak przykry obowiązek. Trzeba jeść (tak mówili dorośli) – ale to żadna przyjemność, wręcz strata czasu.  Nic fajnego. I fujj ziemniaczki  (choc!), fujj  paluszki rybne (choc!), fujj pływająca pietruszka w zupie (choc!).
Jak byłam małą dziewczynką marzyłam po prostu o tabletce, którą można połknąć i która zaspokaja wszystkie potrzeby żywieniowe. 
Później nie było lepiej- wcale  nie imponowały mi te wszystkie postrzelone bezkurzowe, idealne kobiety czekające na męża z indykiem w ręku (choc!).
Ojjjjj nie, kompletnie nie mój stajl.
 
credit
Powiedzielibyśmy egzemplarz stracony dla społeczeństwa, a jednak…
Gdy wyprowadziłam się do Francji, przeprowadzana systematycznie indoktrynacja  sprawiła, że coraz bardziej zaczęłam interesować się tym co jest na talerzu. 
 I nagle, powoli nieśmiało odkryłam, że kulinarne zabawy są fantastyczne –  że istnieją super blogi kulinarne, na których słodkie jak miód kobietki przygotowują pyszność tak pyszne, że masz ochotę wgryźć się w ekran komputera (chic!).  No i oczywiście Gordon (Gordon R), w którym zakochałam się od pierwszego f*** word.  

I tutaj dramat społeczny! 
Jestem singlem, a cały przemysł żywieniowy zmówił się przeciwko mnie i zaczął  produkować dla rodzin wielodzietnych (choc!).  Ok – tylko po co mi kilogram ryby, albo 5kg porów skoro tak naprawdę potrzebuje 3 sztuki? * 
Dwa pierwsze dni bywały nawet zabawne, ale później człowiek już nie może patrzeć na te pory i  desperacko zastanawia się, co jeszcze może zrobić (mhhhh czy można zrobić herbatę porową?)
credit
 

Pasja była, ale co dalej – jak zrobić coq au vin dla jednej osoby ? 
Przecież artysta potrzebuje publiki. 🙂
I tutaj proszę wszechświat zdecydował (i trochę ja też), że zmienię swoją organizację i wejdę śmiało w cudowne życie w konkubinacie (mega chic!!). I tutaj rewelacja – pełnowymiarowy obiekt badawczy – do tego uroczy w karmieniu. 

Eksperyment ” Kobieta karmiąca ” rozpoczęty: zabieram się za gotowanie.

Rezultat : cel osiągnięty 

  • pełen szacun u matki obiektu badanego i jego kolegów. Oh la la!!
  • napady szału kulinarnego – nocne wizyty w sklepach – bo znalazłam przepis, który ABSOLUTNIE trzeba zrealizować. TERAZ !!
  • fantazje kulinarne – sny o kanapce z miodem, słoiku korniszonów  czy lodach malinowych. 
  • 5kg nadwagi u badanego i badającego (ktoś stracił te kilogramy to my przygarnęliśmy, a co się będą tak szlajać bez sensu). 
  • odkryłam lokalne specjały  i smaki ( te ukryte pod warstwa bezbarwnych, ujednoliconych) – wystarczy trochę pogrzebać. Uczę się każdego dnia!
  • nauczyłam się, jak się robi rożnego rodzaju desery, mięsa, ryby. Jestem w stanie przygotować coś z niczego – jestem prawdziwą wróżką – stałam się magiczna.
credit
  • robię zakupy w specjalistycznych sklepach i na ryneczkach – frajda tak (PRAWIE!) jak w sklepie z butami.  (wcale nie jest tak drogo!!)
  • moja edukacja kulinarna sprawiła, iż jestem w stanie zamówić dokładnie to co chce w restauracji (a we Francji to jest prawdziwa sztuka), przeprowadzić rozmowę na poziomie jak i konstruktywna krytykę kulinarna wybranego dania ( już pisałam jak to jest ważne tutaj).
  • mam doskonalą wymówkę, by zaprosić ludzi, zrobić imprezę i ich nakarmić nowym wymyślnym daniem.
  • pokochałam ludzi, którzy uwielbiają jeść i cieszą się każdą pochłoniętą kruszynką. Jestem ich największą fanką.  Mam ochotę ich zjeść ( jak Baba Jaga Jasia).
  • bawię się jak wariatka, testując nowe smaki, substancje, kremy, przyprawy, techniki… nie może się znudzić – za dużo tego wszystkiego.    
Mój poziom kulinarny wystrzelił w kosmos i poprawiłam się o jakieś 500%, co nie znaczy, że wszystko jest idealnie (zapewniam cię) – wciąż przecież zdarzają mi się mega wpadki.
Ojj jak ja potrafię ładnie coś przypalić, albo jak ślicznie zdarza mi się dodać za dużo pikantnej przyprawy do dania, ale co tam, doda się wody, trochę maki, trochę masła i będzie pysznie.  Przecież to motywacja liczy się najbardziej. 
(nie zapominaj o tym tygrysie – motywacja jest mega chic!)

Tak oto krótka historia o tym jak zostałam pełnoetatową kobietą karmiącą. Ja widzę same zalety.

Dodatkowo kochana – jak gotujesz – nie zmywasz !!!  (podstawowa życiowa zasada)

Zostaje tylko powiedzieć : Na miejsca, gotowe … do garów 
Smacznego!!  
 
P.S. a jak nie lubisz gotować to po prostu wproś się do kogoś takiego jak ja.  Nie odmówi!  

* byłam wtedy przekonana, że zakupy można robić tylko w Auchan w rejonie: mrożonki (ryneczki i inne takie przyszły później).

  • Tekst: Marta / Café Chic & Choc
credit

 

ZRÓB SOBIE KAWĘ I POCZYTAJ INNE POSTY NA CAFE CHIC & CHOC:

 

2 Comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.