PRZY KAWIE:Podróż służbowa czyli Londyn w 10min

PRZY KAWIE: Podróż służbowa czyli Londyn w 10 min.

Gdy opowiadasz znajomym, że to była podróż służbowa to słyszysz ohhhhh… ahhhhh. wooooowwww… a prawda jest taka, że czasami takie podróżowanie przypomina… w zasadzie niczego nie przypomina.

Wstajesz rano…

w okolicach 5 nad ranem wsiadasz w samochód (jak masz szczęście ktoś po ciebie przyjdzie) – jedziesz na lotnisko, by tam walcząc ze snem i kolejką przejść odprawę celną. Ahhhh kolejny durny pasażer próbuje przemycić butelkę wody twierdząc, że przecież to tylko woda.

Podróż służbowa czyli Londyn w 10 min
Podróż służbowa czyli Londyn w 10 min

Oczy Ci się kleją, a samolot dopiero za półtorej godziny.  (tak przyjechałaś wcześniej, bo bagaż trzeba zabrać i zawsze trzeba wziąć marzę na korki). Idziesz napić się kawy (jeżeli jest – co nie zawsze jest standardem). Płacisz 10€ za małe espresso, co sprawia, że przez chwilę zastanawiasz się czy to nie przypadkiem własnoręcznie parzone i zbierane ziarna z południowych stoków w Kolumbii, by po pierwszym łyku  zdać sobie sprawę, że to wdzięcznie zakamuflowany wywar z podeszwy starych tenisówek.

Idziesz poszukać swojego „gejta”. Samolot dopiero za godzinę – a ludzie już ustawiają się w kolejce. Czy tęsknią za ogonkami w stylu staro komunistycznym ?  Czy nie wiedzą, że linie lotnicze nie robią psikusów w stylu – pierwszych 10 osób wchodzi – reszta do domu?  Rany boskie przecież nawet miejsca są teraz przydzielone.

Twój szef stwierdza, że to doskonały moment, by ustalić detale przed spotkaniem.  Wyciągasz komputer. Gdy już wyjęłaś wszystkie papiery, odpaliłaś wszystkie pliki i nawet (o cudzie!) podłączyłaś się pod wifi…  czas wsiadać do samolotu.  Zbierasz wszystko pod pachę (papiery, próbki, komputer, telefon, kurtkę, szalik czapkę, plecak… ), modląc się, by  nie wysypać się na schodach przebiegasz pas startowy, by wsiąść do latającej maszyny.  A tutaj jak na targowisku w Bagdadzie…  przepychanki, walki wręcz o luk bagażowy, krzyki, śmiechy… docierasz na swoje miejsce.

Szef  3 rzędy wcześniej – będziesz mogła zdrzemnąć się godzinkę – może dwie.

Świat jest piękny…

Po pewnym czasie dzieciak z tyłu przestaje kopać w twój fotel…, stewardesa nie drze się przez mikrofon, że ma do sprzedania kanapki, perfumy czy bony dla osieroconych kotków…  zasypiasz.

5 min później budzi cię salwa na cześć linii lotniczych oznajmiająca że dotarliście na czas. Modlisz się, by makijaż ci się nie rozmazał, że nie przypominasz pandy z pobliskiego zoo.

Wysiadasz z samolotu…

Gdy tylko złapiesz walizkę, szukasz kierowcy,  który ma kartkę z Twoim imieniem. ( czy zastanawiałaś się kiedyś, ile czasu zajmie firmie zorientowanie się ze nie jesteś tym za kogo się podajesz?  Taki test, podejść na Okęciu do taksówkarza z kartka i powiedzieć „Dzień dobry, to ja”).

Podróż służbowa czyli Londyn w 10 min
Podróż służbowa czyli Londyn w 10 min

Jesteś w taksówce – do biura 30 min – łapiesz widoki przez okno w samochodzie.  Jesteś, wreszcie na miejscu… w kraju, w którym nigdy nie byłaś… który zawsze chciałaś zobaczyć… spełnienie marzeń.  Czyżby? Kierowca mówi, że na prawo to stare miasto i słynny most , ale że  nic nie zobaczymy, bo on teraz zamknięty i musimy jechać dookoła przez blokowiska.

 

Docierasz do biura!

I tutaj standardowo robota, spotkania, wymiana uśmiechów i uścisków dłoni.  Na pełnych obrotach. Wiedza, że jesteś z Francji i że trzeba Cię nakarmić około 12h00 inaczej wściekła z głodu stajesz się niebezpieczna dla otoczenia.  Myślisz sobie „Cudownie lokalne jedzenie – nie ma to jak spróbować czegoś nowego…”  do biura wjeżdża zimna pizza (no przecież każdy lubi pizze – o co chodzi?).

Po południu… no cóż… przynajmniej kawa jest dobra.

I tak ile fabryka dała…  o 19h30 koniec zbieramy manatki i jedziemy do hotelu. 20 minut na prysznic ( wierz mi, w takich momentach jest on po prostu konieczny), zebranie myśli, przebranie się , umalowanie,  telefon do domu i w pełnej gotowości czekasz na dole…

kolacja businessowa.

Jesz odpowiadając na pytania, z racji tego, że to nowa praca jeszcze nie wszystko kumasz i obok sałatki spoczywa twój wierny notatnik, który wypełniony cennymi danymi i pochlapany sosem chowasz pod koniec dnia do torebki.

Północ – wracacie do hotelu. Twój szef pyta co o myślisz o spotkaniu.  Szczerze to masz ochotę powiedzieć, że ty już nie myślisz, a twój mózg jest w stanie podtrzymywać tylko podstawowe funkcje życiowe, ale lajf is brutal – dokonujesz szczegółowej analizy zaistniałej sytuacji. (jakbyś mogła to byś jeszcze power pointa strzeliła – a co tam !)

Pierwsza nad ranem… jesteś u siebie w pokoju hotelowym. Ogarniasz się i w piżamce kładziesz się do łóżka – patrzysz na zegarek – za kilkanaście minut będzie druga.  Co jest satysfakcjonującym wynikiem – zostały Ci 2 godziny 45min snu.

Twój telefon budzi cie łagodnym tonem…

a ty czujesz się jak statysta z serialu Walking Dead, patrzysz w lustro… zdecydowanie mogłabyś grać bez charakteryzacji. Nakładasz warstwę makijażu i oczywiście na koniec NIE wkładasz sobie kredki do oczu. Nigdy! Przenigdy!

Schodzisz do recepcji…  Twój szef już zapłacił za hotel i czeka na ciebie, a ty się zastanawiasz jak długo…  Nie ma śniadania – restauracja zamknięta, a ty musisz na lotnisko.  Patrzysz tęsknym wzrokiem jak kelner wnosi do kuchni kosze pachnących rogalików. Nie dla psa kiełbasa.

Podróż służbowa czyli Londyn w 10 min
Podróż służbowa czyli Londyn w 10 min

Wsiadasz do taksówki. Jest noc, nic nie widać… docierasz do lotniska… zdajesz bagaż… pierwsza kawa….  otwierasz komputer. Na poczcie 73 maila z dnia poprzedniego –  w tym 20 z groźbami śmierci jeżeli nie odpowiesz w ciągu 2 godzin… upssss…

Nadrabiasz zaległości…  i starasz się przekonać ludzi, ze nie opłaca się im odzierać cię ze skóry zaraz po powrocie.

A później ta sama śpiewka… koleś z bluetką na odprawie celnej (oni istnieją w każdych rozmiarach i narodowościach), Bagdad w samolocie, szef analizujący zeszłoroczny sezon i tak dalej… i tak dalej.  Ledwo co oddychasz, twoja głowa sama opada ze zmęczenia – z  letargu wybudzają cię oklaski pasażerów. Wylądowaliśmy!  A ty zamiast  dołączyć do klaskaczy i ze szczęścia wpaść  w ramiona kolesiowi obok stwierdzasz, że w końcu lądowanie to część  standardowej roboty pilota i że cholera jasna Tobie nikt nie bije brawa jak wychodzisz z biura po uczciwie przepracowanym dniu????  (why?). Obrażasz się na pasażerów…

Nie wiesz jak pod wieczór trafiasz do domu… nie wiesz jak i co zjadasz… nie wiesz jak ubrałaś się w piżamę… jedyne co wiesz to to, że jutro o 8h00 masz być w biurze.  Ku chwale ojczyzny Panie Generale !!!

Na pytanie stęsknionego konkubenta i jak zwiedziłaś coś ? Widziałaś coś ciekawego – odpowiadasz tak „Stare miasto i ten słynny most –  ale z daleka, bo jechaliśmy przez blokowiska”.  🙂 i…

zasypiasz.

To wygląda miej więcej w ten sposób.

No w 90%, bo czasami uda się wygrzebać gdzieś godzinkę wieczorem i biegiem przelecieć przez miasto. (Stad własnie tytuł postu Londyn w 10 minut – i zdjęcia z błyskawicznego zwiedzania stolicy UK. ) Czasami uda się skosztować lokalnych specjałów i porozmawiać z ludzi ma temat zwyczajów i ich życia w danym kraju.  Wtedy czuje się jakbym wygrała na loterii…

Niestety taki chwile są rzadkie i cenne… dlatego, gdy następnym razem ktoś Ci powie ze własnie wrócił w podroży służbowej… nie patrz na niego z zazdrością wyobrażając sobie wczasy all inclusive i drinki z palemka.   Tylko doceń jak  sprawnie ukrywa worki po oczyma i z wyrozumieniem zaproponuj dobrą, mocną kawę… bo to była taka tam podroż służbowa…

Podróż służbowa czyli Londyn w 10 min
Podróż służbowa czyli Londyn w 10 min
Podróż służbowa czyli Londyn w 10 min
Podróż służbowa czyli Londyn w 10 min
Podróż służbowa czyli Londyn w 10 min
Podróż służbowa czyli Londyn w 10 min

2 Comments

  1. Piękne zdjęcia!
    Takie szybkie zwiedzanie potrafi być bardzo męczące. Na przejście się po mieści powinno być wiele czasu, a takie szybkie bieganie powoduje, że nawet jeśli się wiele widziało, to tak naprawdę niewiele się z tego pamięta… :/

    Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.