MOJE MIEJSCA: HONGKONG – azjatycki New York

MOJE MIEJSCA: Hongkong – azjatycki New York

 

” W taki dzień jak ten Marco Polo wyruszył do Chin.  Jakie są Twoje plany na dziś?”

No i proszę ja na kontynencie azjatyckim – nikt by wcześniej nie przypuszczał, że to możliwe. A jednak!  No nie do końca na kontynencie, bo akurat na wyspie, ale jakiej !!

Hongkong !

Pierwszą rzeczą z jaką masz kontrakt po wyjściu z samolotu jest kontrola celna 🙂 – fantastyczna, sprawna i uśmiechnięta.  Przechodzisz przez odprawę, wsiadasz w  najczyściejsze metro jakie kiedykolwiek widziałaś  i proszę bardzo oto zaczynasz zwiedzanie.

Małe rady:

Cafe Chic Choc
Metro w Hongkongu przypomina nowoczesne pociągi
  • Jeżeli udajesz się na kontynent – nie wychodź od razu na zewnątrz z lotniska (z lotniska jest bezpośredni transport do portu). Jeżeli już wyjdziesz z lotniska  -będziesz musiała udać się taksówką do portu i najprawdopodobniej stać w kolejce, by zamienić swój bilet na prom. My tak zrobiliśmy  i przypłaciliśmy gapowe 2h opóźnieniem.
  • Uzbrój się w cierpliwość – przy każdej odprawie celnej (tej w Hongkongu i tej w Chinach) musisz wypełnić dodatkowe papierki (dostępne w nieskończonych ilościach na ustawionych tam stołach)  To nie jest to jakieś straszne 300 stronicowy twór,  mały świstek, ale wypełniany  niezliczoną ilość razy.
  • O ile w Hongkongu ktoś ci coś jeszcze sympatycznie wytłumaczy,  o tyle chińscy celnicy nie żartują (nie licz na uśmiech).  Moi drodzy, zachowujemy 100% powagi na jaką zasługuje kontrola państwowa!! Wszystko jest bardzo oficjalne.
  • Zanim wyjedziecie uważajcie o jaki typ wizy prosicie. Jeżeli planujecie zwiedzanie Makao i Hongkongu, a macie wizę na pojedynczy wjazd – nie zapominajcie, że po opuszczeniu terytorium Chin możecie wrócić tylko raz na kontynent na max 48h. Czasami taka nieuwaga może nas sporo kosztować. Lepiej darować sobie nerwy, frustracje i dodatkowe koszty.

 

Hongkong na pierwszy rzut oka. (okiem turysty)

Z zewnątrz przypomina jedno wielkie wesołe miasteczko!  Niesamowite kolorowe światła, konstrukcje jakich świat wcześniej nie widział na oczy ( no dobra – jakich ja wcześniej nie widziałam 🙂 ). Budynki tak wysokie, że od zadzierania głowy boli szyja!  A ty tylko stoisz po środku ulicy i kręcisz się w koło, by ogarnąć cały ten przepych, kolory i światła.

Od razu widać, że to wyspa kontrastów, która wciąż pozostaje w zawieszeniu pomiędzy starym, angielskim system i komunistycznym wpływem Chin.  Prawie na każdym kroku wyczuwamy tą mieszankę – przeplatające się wpływy w architekturze,  zachowanie ludzi, typy sklepów, organizacja.
Czasami wygląda to niesamowicie  np. między dwoma wielkimi biurowcami, które pną się do samego nieba możemy znaleźć małą budkę z blachy falistej  i drewna, w której pomarszczona kobieta przygotowuje lunch dla zabieganych pracowników tutejszych korporacji.

Hongkong to miejsce, gdzie dwupiętrowy, niesamowicie wąski tramwaj  czeka, aż ojciec odwożący córkę na  bagażniku swojego starego roweru zniknie za zakrętem wąskiej uliczki lub gdzie mająca nogi do samego nieba Rosjanka w bardzo mini spódniczce zajada chilly ze swoją brazylijską koleżanką w tradycyjnej azjatyckiej sukience. Wszystko się miesza jak w najlepszym koktajlu.

Jest to również miejsce, w którym, aż roi się od ekspatów. Młodzi, dobrze opłacani – odprawiają wieczorową porą pielgrzymkę po barach w najpopularniejszej dzielnicy miasta – pijąc, by ułatwić sobie zabawę, by nawiązać nowe znajomości i często, by zapomnieć o tęsknocie i wyobcowaniu. Przyciągani jak magnez przez jaskrawe neony, nocne życie korzystają, z każdej wolnej od pracy chwili.  Wchodząc w ten ul też masz ochotę złapać za mojito i tańczyć na ulicy.

Hongkong –  z innej strony…

Tylko czy życie w takim miejscu jak Hongkong rzeczywiście jest tak atrakcyjne?

Mimo, że Hongkong nazywany jest Nowym Jorkiem Azji dla Europejczyka życie na tej wyspie czasami nie jest takie proste jakby mogło się wydawać.

Pierwsza rzeczą, która sprawi że poczujesz się niekomfortowo  zaraz po wyjściu z lotniska to klimat.  Przygotuj się na duży szok (choc! ). Po wyjściu z klimatyzowanego, luksusowego pomieszczenia zostaniesz zmuszony do oddychania czymś z czym do tej pory miałaś styczność tylko w przebieralni na basenie.  Gorące, zawiesiste powietrze o nieprzyjemnej dla nas Europejczyków wilgotności sprawia problemy od samego początku. Jest tak duszno, że powietrze ledwo przechodzi przez płuca.

Hongkong – drugi rzut oka. (okiem europejskiego ekspata)

Miałam szczęście (albo i nie – ocenicie sami)  odbyć interesującą rozmowę   z Francuską mieszkającą na wyspie od kilku miesięcy. Muszę tutaj dodać, że kobieta  była na skraju załamania nerwowego własnie w powodu panującego tam klimatu.(co potwierdza moją tezę, że bycie ekspatem nie jest dla każdego)

Biedna,  uwięziona na 2 lata na wyspie z powodu kontraktu męża –  wypłakiwała wielkie jak groch łzy z powodu zniszczonych wilgocią mega drogich, skórzanych butów (nie jednej pary  –  ale … wszystkich !). Opowiadała jak do pracy chodzi w kaloszach, jak każdego dnia  musi zabierać ze sobą dodatkowy komplet ubrań – bo przejście od statku do biura w tym klimacie sprawia, że jest cała mokra. Ze smutkiem w oczach mówiła, że nie układa już włosów, bo jeżeli nie masz ciężkich, prostych jak drut azjatyckich włosów to twoje poranne wysiłki na nic się zdadzą. Po 5 minutowym spacerze i tak przypominasz pudla na wystawach związku kynologicznego.  Nie maluje się, by nie przypominać smutnej pandy, a jej skóra z powodu klimatyzacji postarzała się o 5 lat.

Już zaczęłam czuć się nieswojo jak opowiadała, gdy za każdym razem jak otwiera paczkę mąki czy cukru musi ja zużyć natychmiast ( za dwa dni będzie do wyrzucenia w powodu wilgoci)  jak marzy by zjeść dobry bœuf bourguignon. (to akurat nie jest strasznie szokujące –  znają to uczucie ci, którzy żyją za granicą i  zabiłaby za ptasie mleczko -> np ja ! 🙂 )

Szczytem, była opowieść o jej zniszczonych meblach i materacu – tym co to był najwygodniejszy na świecie –  przywiezionym w specjalnym kontenerze z Europy – tym co niedostosowany do klimatu zgnił po 2 miesiącach.

Wszystko z czego była taka dumna w Paryżu zostało okrojone do minimum. Wszystko do czego była przyzwyczajona,  co sprawiało jej radość zostało wydzierane kawałek po kawałeczku.  Żal było patrzeć,  żal było słuchać.

Nie wiem, co się stało z tą kobietą. Nie wiem, czy wytrzyma 2 lata, czy zmusi męża do powrotu na europejski grunt.  (szczerze mówiąc tego jej życzę)  czy znajdzie świetne leki, które sprawia, że dostrzeże trochę pozytywów w swoim życiu.  (tego też w gruncie rzeczy mogę jej życzyć).

Jedno jest pewne – pokazała mi Hongkong jakiego nie spodziewałam się – oczyma przyzwyczajonego do europejskiego standardu człowieka w zderzeniu z azjatycka rzeczywistością.  ( skoncentrowałam się na klimacie, ale wierzcie mi jej lista żali była długa).

 

Hongkong – jak jest naprawdę…

Prawda leży zawsze po środku.

Jedno jest pewne…  nikt nie każe ci jechać na 2 lata, ale zwiedzając Azję i ominąć takie miejsce to grzech! Zresztą zobacz sama!

Najsłynniejsza panorama w Hongkongu - widok z Victoria Harbour
Najsłynniejsza panorama w Hongkongu – widok z Victoria Harbour
Cafe Chic Choc , Hongkong
Hongkong – widok z Victoria Harbour – słynne łodzie z czerwonymi żaglami zabierają turystów na rejs po zatoce.

Cafe Chic Choc
Uliczka w Hongkongu – znajdująca się miedzy dwoma ogromnymi biurowcami.
Cafe Chic Choc
Galeria sztuki – centrum Hongkong
Cafe Chic Choc
Typowa uliczka w centrum miasta , Hongkong

Cafe Chic Choc Hongkong

Cafe Chic Choc , Hongkong
Tęsknota ekspatów czy zachwyt kultura zza oceanu ?
Cafe Chic Choc Hongkong
To zdecydowanie moje ulubione zdjęcie z Hongkongu. Typowa uliczka w centrum miasta!

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.